Listopad nie jest ponury
Smutny zazwyczaj listopad zaczął się od świetlistego babiego lata.
Słońce grało na pajęczych nitkach i rozżarzało resztki liści.
Co i rusz nieco siąpiło, …
… a w powstałych kałużach brali kąpiel mieszkańcy lasu …
Sikora bogatka
Gil
Paszkot
… i strudzeni wędrowcy.
Jemiołuszka
Odświeżony paszkot usadowił się na krzaczku jemioły – na którym, wśród liści, pochowane były smakowite owoce – i terkotliwym głosem oznajmiał „wara, to moje” 😉
W mozaikowym krajobrazie rolniczym pojawiły się sarny. Wyraźnie kusiła je miedza zawierająca całą gamę wartościowych ziół.
A młode w wyborze roślin wyraźnie naśladowały mamę.
Potem rodzinka powędrowała na orzeźwiający deser – pełne witamin jabłka.
A stamtąd, już w rozszerzonym jesienno-zimowym stadzie, na ugór porośnięty gorczycą polną, która kiedyś nosiła piękną nazwę „ognicha”.
Pojawiła się jeszcze gromada eleganckich, bardzo hałaśliwych, ale jednocześnie czujnych srok…
… i listopadowe niebo zaczęło zasnuwać się malowniczymi chmurami.






















Piękna opowieść Halinko z cudownymi zdjęciami.
Jestem zachwycona, jak zawsze 🙂
Pozdrawiam ciepło!
Bardzo mi miło, że tutaj zaglądasz, i że Ci się podoba – dużo dobrego Anitko!