Lipiec grzeje, siąpi, leje
Kocham deszcz. Pewnie dlatego, że na naszych terenach zawsze był życiodajny i nigdy nie stanowił zagrożenia – okoliczne lasy i łąki chłonęły każde jego ilości i łaknęły jak kania dżdżu.
Kocham deszcz. Pewnie dlatego, że na naszych terenach zawsze był życiodajny i nigdy nie stanowił zagrożenia – okoliczne lasy i łąki chłonęły każde jego ilości i łaknęły jak kania dżdżu.
Dzikie łąki kuszą przestrzenią i malowniczymi spektaklami na niebie.
Majowa zieleń ciemnieje, ale nadal jest intensywnie soczysta. Umajony las jest pełen wiosennej mocy.
W grądowym rezerwacie Jesionowe Góry trwa feeria barw – radosny triumf obudzonych wiosennych efemeryd.
Najbardziej spragnione wiosny są zawsze sikory bogatki. Są jak nakręcone, wszędzie ich pełno. I ze wszystkich stron słychać kaskady ich radosnych dźwięków.
W lesie słychać nietypowe dźwięki, jakby coś pękało, zsuwało się i z hukiem spadało – to objuczone korony drzew uwalniają się ze śniegu.
Pierwsza dekada stycznia sprawiła ogromną niespodziankę – spadł śnieg!
Początek grudnia był mglisty i typowo jesienny.
Smutny zazwyczaj listopad zaczął się od świetlistego babiego lata.
Las sypie złotem na potęgę 😉