Grudzień jak w kalejdoskopie
Początek grudnia był mglisty i typowo jesienny.
Początek grudnia był mglisty i typowo jesienny.
Smutny zazwyczaj listopad zaczął się od świetlistego babiego lata.
Las sypie złotem na potęgę 😉
Późnopopołudniowe słońce toruje drogę w grądowym lesie. Gdzieś przede mną rozlega się stukot dzięcioła. Z przyzwyczajenia próbuję go zlokalizować. Jest! Kieruję na niego obiektyw aparatu i ogromna niespodzianka! Widzę bardzo rzadkiego, ciemnego ptaka, bez śladu czerwieni 🙂
Niedawne opady oraz ciepłe noce przyspieszyły wzrost roślin. Zaczął się ruch wśród leśnych motyli. Pełno ich na odświeżonych liściach …
Para kruków co jakiś czas pojawiała się w polu widzenia – odprowadzałam je wzrokiem i wreszcie udało mi się zlokalizować kępę drzew na której przysiadły. Czy „wyłuskam” je z zieleni? No i są :)))
Siąpi mgła, a mój wzrok przyciągają soczyste i żarzące się owoce.
Jak można, od czasu do czasu, nie posmakować tych kwaśnych jagód? Toż to taki rarytas! Szłam, podziwiałam, objadałam się 🙂 czytaj dalej
Listopad wreszcie uwolnił liście – liść opadł, i to niejeden 🙂
Nieruchoma sylwetka tkwiła, jak dekoracja, wśród martwych pni w bobrowym stawie. Przez pięć minut obserwacji były wyłącznie minimalne ruchy głową. Pierwsza myśl – gęś? I błysk – przecież to wyrośnięte „brzydkie kaczątko”!
Pnie drzew są rozświetlone późnopopołudniowym słońcem. Jest ono już bardziej wielkoduszne i tak straszliwie nie pali. Słoneczne plamy wędrują po ścianie lasu.